Degradacja na smutno – odcinek 15

Po udanym turnieju w Zagrzebiu miałem dołączyć do ekipy narodowej, która przygotowywała się w Cetniewie do mistrzostw Europy.

Powrót z Jugosławii nastąpił 10 maja 1977 r. Bardzo szybko musiałem się zjawić w Cetniewie. Rzecz, że 15 maja imieniny mojej żony Zofii. Przy­jazd na obóz przełożyłem po tej dacie, He zrobiłem. Rywalizacja w kadrze była wówczas duża i stąd też większa była dyscyplina.  W swojej wadze musiałem konkuro­wać z rywalami. Spóźniłem się i nie włączono mnie do ekipy uda­jącej się na mistrzostwa do Halle. Pojechał Mirek Wawrzyniak z warszawskiej Legii.

Wcześniej wygrałem z nim dwa razy. Pierwszy na turnieju o „Laur Wrocławia”. Pokonałem go w trzecim starciu przed czasem. W kwietniowych mistrzostwach kra­ju wygrałem po raz drugi.

Szkoda, że nie pojechałem do NRD. Były to bardzo udane zawo­dy dla polskiej ekipy. Nasi reprezentanci trzykrotnie stawali na najwyższym podium a złote meda­le zdobyli Henryk Średnicki, Leszek Błażyński i Bogdan Gajda.

Znowu Jugosławia

W lipcu miedzianka wyjechała do jugosłowiańskiego Mladenova, miasteczka pod Belgradem. Tam toczyliśmy towarzyskie boje z tam­tejszą drużyną. Walczyliśmy nie tylko w ringu. Po meczach gospodarze potrafili się świetnie bawić. Oczywiście, nie zapominali o nas. Było więc bardzo przyjemnie.

Wyjazd do RFN

W sierpniu 1977 wyjazd do Wil- helmsfen i mecz z reprezentacją Republiki Federalnej Niemiec, który zorganizowano z okazji ob­chodów Dni Polskich w zachod­nich Niemczech. Mecz wygraliśmy 16:4. Toczył się on w rynku, przed tamtejszym Ratuszem. Wygrali­śmy go przekonywująco, gdyż w tamtych czasach zachodnioniemiecki boks znacznie ustępował temu wschodnioniemieckiemu.

Przykra degradacja

W drugiej połowie roku wzno­wiono rozgrywki II ligi. Trafiliśmy do mocnej grupy, a naszymi rywa­lami byli: Stal Stocznia Szczecin. Gwardia Wrocław i Zawisza Byd­goszcz. A więc kluby z pierwszoli­gowym stażem. One to były powo­dem zajęcia przez Miedź ostatnie­go miejsca w grupie. Musieliśmy walczyć w barażach o utrzymanie się w szeregach II ligi.

Baraże rozegrano od 7 do 12 grudnia 1977 r. w Kaliszu, a wał­czyliśmy z Walką Zabrze i Hutni­kiem Kraków. Z trójki tej w II li­dze zostawał tylko jeden zespół. Na początku przegraliśmy z Wal­ką i pokonanie Hutnika nic nam nie dawało. Tak więc jeden sezon i wyjątkowa sytuacja. Walczyliśmy o I ligę; w efekcie zostaliśmy zde­gradowani z… II ligi.

Udany wyjazd

Trochę wcześniej miałem kilka startów w reprezentacji kraju. To one daty mi sporo satysfakcji i pozwoliły optymistycznie skończyć sezon.

Pod koniec października odby­ty się mecze NRD-Polska w Ce­rze i Erfurcie. Niemcy z NRD byli wówczas drugą potęgą w Europie – po ZSRR. Nasza drużyna zwy­ciężyła ich na wyjeździe 12:10. Niemcy prowadzili już 8:2, ale nasz finisz był imponujący. Kazi­mierz Szczerba, Zbigniew Kicka, Jerzy Rybicki, Wiesław Niemkiewicz i Paweł Skrzecz nadrobili straty i zapewnili nam sukces.

Tak prawdę mówiąc gospodarze byli szowinistyczni. W ocenianiu walk „drylował” sędzia Baumgardt, którego znalem już z wyda­wania stronniczych werdyktów i to w innych imprezach. Według jego punktacji, gdyby w dwóch ostat­nich walkach Niemkiewicz i Skrzecz nie znokautowali rywali to końcowy wynik brzmiałby 22:0 dla NRD.

Drugi mecz już nie miał znacze­nia. Po odniesionym zwycięstwie cieszyliśmy się, jak dzieci. Tym, że pobiliśmy butnych Niemców. Ja spotkałem się z dwukrotnym mi­strzem Europy z wyższej wagi Stefanem Foersterem. Przegrałem oba pojedynki stosunkiem głosów 1:2. Ale według fachowców nie byty to obiektywne oceny. Wyniki mogły też być dla mnie korzystne.

Memoriał Stamma

Od 9 do 13 listopada odbyt się w Warszawie pierwszy Memoriał Feliksa Stamma, który zmarł w kwietniu 1976 roku. W kuluarach lodowej hali Torwaru podkreśla­no, że od czasu pamiętnych mi­strzostw Europy w 1953 roku War­szawa nie widziała tak dużo dobre­go boksu. Przyjechało wielu me­dalistów olimpijskich, mistrzów świata i Europy i oczywiście star­towała cala pierwsza ekipa ZSRR: z Rybakowem, Torosjanem, Sorokienem i Kwaczadze. Z Jugosła­wii walczy! Kaczar, z Węgier Orban. Był też Roger Leonard (brat stawnego Raya Sugara Leonarda), zawodnicy z USA, Ugandy, Wene­zueli, Kuby, Finlandii, Czechosło­wacji, Bułgarii, Rumunii itd.

Po zwycięstwach nad Antonim Różnickim i Mirosławem Wawrzy­niakiem w finale zmierzyłem się z medalistą mistrzostw świata i Olimpiady Dawidem Torosjanem z ZSRR. Wygrałem z nim jedno­głośnie na punkty. Dostałem na­grodę za największą niespodzian­kę turnieju, którą wręczył mi re­daktor naczelny „Boksu”. Otrzy­małem też puchar dla najlepsze­go technika memoriału.

Tak więc, gdyby nie spadek z II ligi sezon byłby bardzo udany. A tak trzeba się było mocno zasta­nowić nad tym co dalej. PO pro­stu czy jest sens zostawania w Le­gnicy.

(cdn)
15. odcinek wspomnień Mieczysława Massiera zanotował Zygmunt Łuszcz

Dodaj komentarz