Dostałem od Leszka – Odcinek 9

W 1975 roku najważniejszą imprezą pięściarską w Polsce były czerwcowe mistrzostwa Europy, które rozegrano w katowickim spodku. Poprzedziły je marcowe mistrzostwa krajowe we wro­cławskiej Hali Ludowej.

massier

Przed Wrocławiem

Po legnickich finałach mistrzostw Dolnego Śląska do ogól­nopolskiej batalii zostało nam około miesiąca. W tym okresie nikt się nie nudził, gdyż rozegrali­śmy inauguracyjny mecz o wejście do 1 ligi, w którym pokonaliśmy 14:6 groźną Victorię Jaworzno. Pod koniec lutego reprezentacja Dolnego Śląska rozpoczęła przy­gotowania do turnieju w Hali Lu­dowej zgrupowaniem w Jeleniej Górze. W krajowej batalii starto­wały reprezentacje okręgowych związków bokserskich, a nie po­szczególne kluby. Związków tych w kraju było 17, a więc tyle ile województw. W tej sytuacji w okręgowej reprezentacji nie mu­sieli znaleźć się zawodnicy, którzy wcześniej – w Legnicy- stanęli na najwyższym podium.

Szkoda Bronka

W krajowych zmaganiach senio­rów w finałowym turnieju (9-16 marca) wystartowałem tylko ze Zdzisławem Lipińskim. Do Wro­cławia nie mógł pojechać Bronek Suchecki, którego zmogła kontu­zja. Wielka szkoda, gdyż bokser ten miał duże szanse i zaliczany był do krajowej czołówki w swej kategorii wagowej.

Olech na… deskach

Na pierwszą walkę musiałem czekać dwa dni. A wylosowałem nie byle kogo. Był nim wicemistrz olimpiad z Tokio i Meksyku Ar­tur Olech, który nadal myślał w rodzinnym Wrocławiu o powrocie do grona najlepszych bokserów Polski. To mu się nie udało, gdyż do dalszych pojedynków przesze­dłem ja. Pojedynek z Arturem był twardą walką. W III rundzie był on dwukrotnie liczony. Ostatecz­nie wygrałem i znalazłem się w ćwierćfinale. Tam też znalazł się Lipiński, który wyeliminował Raj- cha z Krakowa.

Ciężki ćwierćfinał

W tej fazie turnieju czekał na mnie czołowy bokser kraju z GKS Jastrzębie. Był to zawodnik wywodzący się z kuźni talentów trenera Zawadzkiego, z BKS Bolesławiec- Władysław Moruś. Zdołałem go pokonać, a dziennikarze uznali naszą walkę za jedną z najładniej­szych w całym turnieju. Nie powio­dło się Lipińskiemu, który po twar­dym boju musiał uznać wyższość rutyniarza z Katowic- Iwańskiego.

Groźny Piątkowski

W półfinale trafiłem na byłe­go kolegę z warszawskiej Legii, wówczas reprezentującego Bia­łystok, Józefa Kuderskiego. W walce ćwierćfinałowej pokonał on Włodzimierza Piątkowskiego. To był duży sukces. A kim był Piątkowski? Był pierwszym ob­cokrajowcem, który walczył w naszej lidze. Do Warszawy przy­jechał ze Lwowa i był w trakcie załatwiania polskiego obywatel­stwa, co w tamtych czasach nie było taką łatwą sprawą. Był wi­cemistrzem ZSRR i boksował w warszawskiej Gwardii. Więk­szość walk wygrywał przed cza­sem. Nie był on aż tak wielkim kozakiem, ale nasi po prostu spalali się psychicznie i to już przed wyjściem na ring.

Liczyłem na Witka

Z Kuderskim sobie poradziłem i znalazłem się w finale. Miałem nadzieję, że w drugim półfinale, były legniczanin Józef Witek upora się z Leszkiem Borkow­skim i w finale zmierzę się wła­śnie z Józkiem. Stało się jednak inaczej. O mistrzowski tytuł mu­ siałem walczyć właśnie z Borkow­skim.

Nie dałem rady

Pięściarz Gwardii Łódź był póź­niej moim rywalem w licznych im­prezach. Styl jaki prezentował( stąd jego pseudonim „wąż”) absolutnie mi nie odpowiadał. Nie zamierzam się usprawiedliwiać, ale strasznie nie lubiłem walczyć z tego typu za­wodnikami. Zresztą nigdy nasze walki nie byty ładne. Wcale to nie umniejsza walorów mojego rywa­la, który w latach 70. był pięciokrot­nym mistrzem Polski. Finałową walkę przegrałem i zostałem tyl­ko… wicemistrzem. Zdobyłem sre­bro i to był już duży sukces.

Pora na ligę

Mistrzostwa Polski byty ważnym wydarzeniem, ale szybko się skoń­czyły. Tydzień później trzeba było na własnym podwórku myśleć o kontynuacji zmagań o wejście do II ligi. W Legnicy podejmowali­śmy Stara Starachowice i zwycię­żyliśmy 18:2. Pierwszą rundę (za­kończyła się w maju) przeszliśmy gładko. Zostaliśmy zdecydowa­nym liderem, gdyż nie przegrali­śmy żadnego meczu. W pozosta­łych spotkaniach padły wyniki: Hetman Zamość – Miedź 3:17, Miedź- Start Częstochowa 20:0 i Odra Brzeg – Miedź 8:12.

W pojedynkach tych najczęściej boksowaliśmy w składzie: Zdzi­sław Lipiński, Mieczysław Mas­sier, Andrzej Cerolewicz, Irene­usz Borowczyk, Zenon Kaczor, Ryszard Mruk, Bronisław Su­checki, Henryk Kunigiel, Marian Kozaczko i Mieczysław Dukat, a wspierającymi byli: Albin Sukien­nik, Henryk Janda, Stanisław Znyk, Antoni Ostrowski i Stani­sław Marzec. Po powrocie z pa­miętnej wyprawy na Litwę zrezy­gnował trener Wiesław Jurjewicz. Zastąpił go Janusz Sztupecki, którego asystentem został Jerzy Możdżan.

Jako członek kadry narodowej, w maju 1975 roku, przebywałem na zgrupowaniu przed czerwco­wymi mistrzostwami Europy, któ­re rozegrano w Katowicach. (cdn)

9. odcinek wspomnień Mieczysława Massiera zanotował Zygmunt Łuszcz

 

Dodaj komentarz