Odcinek 8 – Mistrzowska czwórka

Wyjazdowe mecze na Litwę szybko przeszły do historii. Po powrocie z Wilna czekało nas trudne zadanie.

Sędzia Klimowicz z Łodzi ogłasza zwycięstwo Mieczysława Massiera nad wrocławianinem Józefem Witkiem. Z werdyktu bardzo cieszy się kierownik sekcji bokserskiej Miedzi Zenon Hołówko.

Sędzia Klimowicz z Łodzi ogłasza zwycięstwo Mieczysława Massiera nad wrocławianinem Józefem Witkiem. Z werdyktu bardzo cieszy się kierownik sekcji bokserskiej Miedzi Zenon Hołówko.

Od 3 do 9 lutego 1975 r. w Le­gnicy rozgrywano indywi­dualne mistrzostwa senio­rów Dolnego Śląska.

Rekordowa obsada

Imprezy pięściarskie cieszyły się wówczas dużą popularnością zwo­lenników szlachetnej walki na pię­ści. Nic dziwnego, gdyż startowała duża liczba zawodników z wielu klu­bów. Dzisiaj śmieszy mnie treść ów­czesnych notatek prasowych doty­czących mistrzostw 1975 roku. Do­wiedziałem się z nich, że w Legnicy frekwencja bokserów nie była za duża, bo tylko około… 120 zawod­ników. A jak jest dziś? Mistrzostw okręgów już nie ma. Prawie tylu sa­mych sportowców przyjeżdża na… mistrzostwa Polski.

Wzorowa organizacja

Legnicki turnie; rozegrano w sali byłego teatru im. Dua przy ulicy Łebskiego (dziś Nowy Świat) i wy­wołał on ogromne zainteresowanie kibiców. Już przed pierwszymi wal­kami wiadomo było, że na widow­ni zabraknie miejsc. W tej sytuacji doskonale spisali się organizatorzy – działacze Miedzi, którzy znaleźli idealne wyjście z sytuacji.

W pobliżu areny walk postawio­no wojskowe namioty’ i połączono je z salą widowiskową. W namiotach ustawiono monitoring i zainstalowa­no telewizję zakładową. Użyczył jej Legmet, którego dyrektor Franci­szek Kowalski był zarazem preze­sem legnickiego klubu. Spotkało się to- z wielkim zadowoleniem tych, którym zabrakło miejsc wewnątrz obiektu. Mogli na bieżąco obserwo­wać ringowe wydarzenia.

Sportowy sukces

Turniej był bardzo udaną impre­zą nie tylko pod względem organi­zacyjnym. Do organizatorów do­stroili się nasi sportowcy i odnieśli wielki sukces. Czterech stanęła na najwyższym podium. Sukces odnio­sła też legnicka drużyna. Miedź drużynowo zajęła drugie miejsce. Wyprzedził ją tylko pierwszoligowy

Turów Zgorzelec. Wyprzedziliśmy pierwszoligową Gwardię Wrocław i zespoły drugoligowe. Takie jak: Zagłębie Lubin, Moto Jelcz Oława i Victoria Wałbrzych. A przecież Miedź była jedynie drużyną walczą­cą o awans do II ligi.

Nasi mistrzowie

Na własnym ringu i przed własną publicznością nasza ekipa Świetnie się spisała. Mistrzami Dolnego Ślą­ska zostali: Zdzisław Lipiński w wa­dze papierowej, j a w koguciej, Bro­nisław Suchecki w lekkopółśredniej i w średniej Marian Kozaczko. Mnie do zdobycia mistrzostwa po­trzebne były trzy zwycięstwa. Naj­pierw pokonałem Andrzeja Kujaw­skiego z Oławy, potem Romana Bratkowskiego z Lubina, a w fina­le zwyciężyłem Józefa Witka z wro­cławskiej Gwardii.

Mistrzami okręgu zostali: Zdzi­sław Lipiński (Miedź), Leszek Strassburger (Gwardia), Mieczy­sław Massier (Miedź), Zdzisław Gach (Oława), Ryszard Tomczyk (BKS Bolesławiec), Zbigniew Ko­złowski (Turów), Bolesław Nowik (Zagłębie), Bronisław Suchecki i Marian Kozaczko (Miedź) oraz Wiesław Bomba i Tadeusz Stodul- ski z Turowa Zgorzelec.

Wielki talent

Na legnickim ringu objawił się wielki talent – Zdzisław Lipiński. Ten niespełna 18-letni młodzieniec bar­dzo udanie zaaklimatyzował się w gronie seniorów. Później stanowił mocny punkt w drużynie. Toczył za­cięte boje z Henrykiem Średnickim i Leszkiem Błażyńskim – medalista­mi wielu imprez międzynarodo­wych. Dziś mogę stwierdzić, że był. to jeden z wielu olbrzymich talen­tów, które – niestety – nie wykorzy­stały wszystkich swoich możliwości.

Ligowa premiera

Już w tydzień po legnickich mi­strzostwach przystąpiliśmy do rozgry­wek o wejście do II ligi, a naszymi rywalami byli: Start Częstochowa, Odra Brzeg, Victoria Jaworzno, Het­man Zamość i Star Starachowice. Inauguracyjny mecz rozegraliśmy w Legnicy z zawsze groźną Victorią Jaworzno i pewnie wygraliśmy 14:6.

Za niecały miesiąc czekały nas fi­nały indywidualnych mistrzostw kraju seniorów, które rozegrano we wrocławskiej Hali Ludowej.

Odcinek z cyklu wspomnienia Mieczysława Massiera zanotował Zygmunt Łuszcz

 

Dodaj komentarz