40 lat z boksem Marka Węgierskiego

marek wegierski

Marek Węgierski z lewej

Pochodzi z miejscowości Strzemkowo na Kujawach. Po szkole podstawowej, miał jedno marzenie – Chcę coś  zmienić w swoim życiu. Dlatego przeniósł się do Lubina, gdzie miał rodzinę i okazję na naukę w Zasadniczej Szkole Górniczej przy ul. Legnickiej. – W trzeciej klasie, już paru chłopaków ode mnie chodziło na ten boks. Był taki kolega Darek, rok młodszy, który siłą zawlókł mnie na treningi – wspomina Marek Węgierski, który w tym roku obchodził 40-lecie swojej przygody z boksem.

Droga Marka Węgierskiego z Zagłębiem Lubin rozpoczęła się 13 września 1974 roku. – Jestem wychowankiem Zagłębia Lubin. Trenerem wtedy był jeszcze mistrz olimpijski, Kazimierz Paździor. Juniorów prowadził jego szwagier, Józef Kicior. Był on szkoleniowcem z ambicjami. Dawał popalić – wspomina Marek Węgierski.

Sparing z Wiesławem Niemkiewiczem. Marek Węgierski z prawej

Sparing z Wiesławem Niemkiewiczem. Marek Węgierski z prawej

Był bardzo ambitnych zawodnikiem. Boks od razu przypadł mu do gustu. Już po trzech tygodniach miał wyrobioną książeczkę zawodnika i wziął udział w swoich pierwszych zawodach. – Były to mistrzostwa Dolnego Śląska. W juniorach należało wtedy walczyć w kaskach. Wyszedłem więc na ring, jeszcze bez szczęk i bandaży. Wyskakuje do mnie chłopaczek, który miał już ponad czterdzieści walk. Ja tak naprawdę, nie miałem w tym momencie jeszcze pojęcia, co to jest prawdziwy boks. Wygrałem ten pojedynek w trzeciej rundzie przez przewagę – komentuje Marek Węgierski.

Młody zawodnik z Strzemkowa bardzo szybko się uczył. Po jakimś czasie zaczął zdobywać tytuły mistrzowskie w kategorii juniora. – Był pojedynek, w którym wygrałem bez walki. Od razu poddawali zawodnika – wspomina trener. Po szkole Marek Węgierski za pośrednictwem trenerów dostał pracę w kopalni. Od razu ambitny zawodnik udał się z seniorami na zgrupowanie do Szczecinka. Był w gronie najlepszych: Wiesław Niemkiewicz, Zbigniew Kowalczyk, Ryszard Cal czy Stefan Wojtyś. – Na zgrupowaniu przyszło mi się z nimi mierzyć. Atmosfera była niesamowicie koleżeńska. Starsi zawodnicy traktowali bardzo poważnie młodszych kolegów takich jak mnie czy Stasia Drozda czy Mikołaja Kocura– puentuje Węgierski.

marek wegierski 2Po występach w juniorach, Marek Węgierski trafił do drugiego zespołu Zagłębia Lubin. – Na młodzieżowych mistrzostwach zdobyłem brązowy medal. Miałem występy pucharowe, grałem nawet ligę. Później w Słupsku w mistrzostwach Polski doszedłem do finału i przegrałem z wicemistrzem olimpijskim, Pawłem Skrzeczem. Następnie trzy razy zdobyłem tytuł mistrza Dolnego Śląska. Najbardziej utkwił mi w pamięci rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty dziewiąty w Świdnicy. Pokonałem trzech mistrzów Polski. To był mój najlepszy rok. Pokonałem między innymi Janusza Zarenkiewicza i Andrzeja Owsiaka – mówi Marek Węgierski.

Później z wagi 100 kg, pięściarz spadł do wagi 80 kg. Wszystko za sprawą intensywnych treningów w upale na zgrupowaniu w Szczecinku. – Trenowaliśmy pełne trzy tygodnie w ponad trzydziestostopniowym upale. Trafiłem do wagi półciężkiej ze Zbyszkiem Kowalczykiem – wspomina Węgierski. – Zawsze przed walkami trener Paździor rozmawiał z nami obydwoma. Stawiał na Kowalczyka, bo był bardziej doświadczony. Wygrywał z najlepszymi w Polsce. Tak potoczyła się moja kariera zawodnika – puentuje jubilat.

Z Markiem Węgierskim rozmawiał Mariusz Babicz (Fot. Archiwum prywatne Marka Węgierskiego)

Dodaj komentarz